O słońcu, zmarszczkach i czarodziejskiej różdżce

z dr Mirosławą Dulczewską - Miller, znanym polskim dermatologiem z Chicago, rozmawia Jan M. Fijor

Jan M. Fijor: Pani doktor, pamiętam z dzieciństwa, że wakacje, lato kojarzyły się zawsze z wodą, morzem, słońcem i opalaniem. 40 lat temu uważano, że są to czynniki korzystnie wpływające na zdrowie. Dzisiaj ze słońca, z opalania, uczyniono wręcz zagrożenie ludzkiego życia. Czy nie jest to przypadkiem wymysł na potrzeby lobby medyczno - farmaceutycznego? Czy rak skóry rzeczywiście czyha na nas na każdym kroku…

Dr Mirosława Dulczewska - Miller: Niestety, zagrożenie jest realne. Rak skóry nie jest wymysłem ani lekarzy, ani farmaceutów…

JMF: Dlaczego dawniej nie słyszało się o tej chorobie tyle, co dzisiaj? Czy przedtem ludzie na raka skóry nie zapadali?

MDM: Zapadali, tyle że rzadziej. Wiązało się to przede wszystkim z innym trybem życia. Przede wszystkim dawniej ludzie byli biedniejsi; więcej pracowali, rzadziej jeździli na wakacje, a więc mniej przebywali na słońcu. Siłą rzeczy porażenia skóry prowadzące do raka były rzadsze. Dzięki postępowi, szybkiej komunikacji świat uległ dzisiaj zmniejszeniu; mieszkaniec północnej Kanady czy Europy może się znaleźć w tropikach - w środku mroźnej zimy - po czterech, pięciu godzinach podróży. Jeszcze 50 lat temu coś takiego było nie do pomyślenia. Mniejsza też była wykrywalność choroby.

Większa zachorowalność jest także konsekwencją rozwoju technicznego, cywilizacyjnego; więcej jest dzisiaj zanieczyszczeń w powietrzu, mniej ozonu w górnych warstwach atmosfery, zmienił się sposób odżywiania, ubierania i szereg innych czynników ułatwiających penetrację skóry przez czynniki szkodliwe.

JMF: Z drugiej jednak strony ludzie wiedzą n.t. raka skóry coraz więcej. Kiedyś nie było np. łóżek opalających, nie było sun-blocków, sun screenów i innych substancji ochronnych…

MDM. To prawda, ale nawet te, z założenia ochronne urządzenia czy preparaty, mogą się obrócić przeciwko człowiekowi. Lampy, o których pan mówi są rzeczywiście znacznie bezpieczniejsze od słońca, ale "kąpiele słoneczne" są jakby konsekwencją ich stosowania; niegdyś zimą skóra od promieniowania ultrafioletowego odpoczywała, dzisiaj nie ma wytchnienia przez cały rok. Podobnie jest z kremami ochronnymi; stosuje się je właściwie po to, by móc dłużej przebywać na słońcu. Bez sun screen wytrzymalibyśmy co najwyżej godzinę, smarując się kremem mamy wrażenie, że nic nam już nie grozi i spędzamy na słońcu kilka godzin.

JMF: Na czym właściwie polega szkodliwa działalność słońca?

MDM: Najgorsze, to znaczy najbardziej kancerogenne są różnego rodzaju rumienie i powtarzające się, poparzenia skóry. Szkodliwe jest także działanie samych promieni UV. Szczególnie groźne jest to, że efekt działania słońca kumuluje się; dwie godziny dzisiaj dodają się do dwu godzin wczoraj, przedwczoraj etc.

JMF: Czy słońce grozi wszystkim? Czy są jakieś predyspozycje osobnicze?

MDM: Nadmiar słońca szkodzi wszystkim, chociaż niektórzy ludzie narażeni są bardziej od innych. Najsilniejszym czynnikiem ryzyka jest historia rodzinna. Jeśli ktoś miał w rodzinie przypadki raka skóry musi być niezwykle ostrożny. Dziedziczenie skłonności do tej choroby jest dość znane. Na zachorowania znacznie bardziej narażeni są blondyni, osoby o jasnej karnacji, a także osoby rzadko na słońcu przebywające. Wrażliwość na słońce rośnie pod wpływem niektórych lekarstw, obserwuje się ją np. u osób z trądzikiem skóry, leczonych antybiotykami.

JMF: Czy krem sun screen czy sunblock jest wystarczającą ochroną?

MDM: Tak, ale pod warunkiem, że stosujemy kąpiele słoneczne z umiarem.

JMF: Co oznacza, że krem ma "SPF" 10, 30 czy 45? Co to jest "SPF"?

MDM: "Sun protection factor" czyli "czynnik ochrony przed promieniami słonecznymi". Im jest on wyższy, tym ochrona szczelniejsza. Np. "SPF" 30 oznacza, że jeśli rumień czy poparzenie słoneczne pojawia się u kogoś, bez stosowania kremu, po 20 minutach, to przy jego użyciu wystąpi ono po czasie 30-tokrotnie dłuższym.

JMF: Czy słońce stosowane z umiarem jest źródłem zdrowia?

MDM: Opaleni wyglądamy ładniej, zdrowiej, ale w rzeczywistości słońce niszczy nam skórę, a zniszczona skóra to w najlepszym przypadku szybsze starzenie się, przebarwienia, zmarszczki…

JMF: Z jednej strony panie pragną sobie dodać opalenizną urody, z drugiej urodę tę rujnują…ale zmarszczki czekają każdego z nas.

MDM: Właściwie tak, ale po co je mieć już w wieku 30 lat?

JMF: Czym są zmarszczki? Skąd się biorą?

MDM: Najprościej można je określić, jako trwałe zagniecenie się skóry spowodowane ubytkiem wypełniacza, jakim jest białko zwane kolagenem. Przyjmuje się, że począwszy od 30 roku życie zanik kolagenu następuje w tempie ok. 1 proc. rocznie. W powstawaniu zmarszczek duży udział mają czynniki klimatyczne, takie właśnie jak słońce, wiatr, temperatura, niewłaściwa pielęgnacja skóry, a poza tym - podobnie jak w przypadku raka skóry - tendencje genetyczne. Czynnikiem przyspieszającym powstawanie zmarszczek są… papierosy!

JMF: Czy zmarszczki są stanem chorobowym?

MDM: Nie, jest to normalny, choć często niepożądany, wręcz wstydliwy skutek procesu starzenia się.

JMF: Dlaczego kobiety mają więcej zmarszczek od mężczyzn?

MDM: To nieprawda, problem polega na tym, że zmarszczki u mężczyzny traktowane są jako coś normalnego. Dama kojarzy się zwykle z jasnym, gładkim licem. Mężczyźnie z szorstkością, ze zmarszczkami często jest do twarzy, niektórzy panowie wyglądają z nimi nawet bardziej męsko. W kwestii zmarszczek nie ma niestety równouprawnienia.

JMF: I stąd te wydatki na coraz droższe kremy, masaże czy inne zabiegi. Odnoszę wrażenie, że efekty ich działania są niewspółmiernie małe w stosunku do ceny.

MDM: Kremy witaminowe, z witaminą A, C pomagają, łagodzą skórę, odżywiają ją, ale generalnie zmarszczek nie likwidują. Od pewnego czasu stosuje się także "wypełniacze" podskórne w postaci zastrzyków kolagenowych czy tłuszczowych, ale ich efekty są raczej krótkotrwałe.

JMF: Czy można zmarszczkom zapobiegać albo je trwale usuwać?

MDM: Nie tyle zapobiegać, co skutecznie je likwidować.

JMF: Chirurgicznie?

MDM: Chirurgicznie także, ale operacja plastyczna tzw. lift to poważny, często niebezpieczny, i co tu ukrywać, kosztowny zabieg.

JMF: Jak kosztowny?

MDM: Od pięciu do dziesięciu, i więcej tysięcy dolarów. Zresztą skalpel nie radzi sobie ze wszystkimi zmarszczkami czy innymi efektami starzenia się. Zdarzają się przy tym uszkodzenia mięśni twarzy, nerwów, przebarwienia skóry, zeszpecenia…

JMF: Jedna z moich znajomych procesuje się właśnie z lekarzem, który jej źle operację plastyczną zrobił. W trakcie postępowania okazało się, że nie jest on w ogóle "plastykiem" lecz internistą. Nie ma tu jakichś wymogów zawodowych?

MDM: Chirurgia plastyczna to intratna dziedzina medycyny… Przyciąga amatorów łatwego zarobku. Każdy kto uważa, że sobie poradzi, chce spróbować…

JMF: Ostatnią modną technologią "poprawiania urody" stały się lasery. Czy to jest alternatywa dla skalpela? Na ile lasery są skuteczne, a na ile niebezpieczne?

MDM: Laser, jak każde inne narzędzie działa w zależności od umiejętności osób je stosujących. Każdemu lekarzowi wolno laser stosować, kwestia tylko, czy stosować go potrafi. Nieumiejętne stosowanie lasera, nawet w przypadku usuwania zmarszczek może się skończyć dramatycznie; poparzenia, blizny, przebarwienia, zeszpecenia są na porządku dziennym…

JMF: Słyszałem gdzieś, że poparzenia są nieodłącznym elementem terapii laserowej. Zresztą trudno sobie wyobrazić, jak ich uniknąć - wiązka światła ma przecież ogromną moc.

MDM: Wszystko zależy od typu lasera. Tradycyjne lasery, oparte np. na dwutlenku węgla rzeczywiście parzyły, ale nowoczesne urządzenia działają jak czarodziejska różdżka. Pacjent nic nie czuje. Nie ma ran, przebarwień, wysypek. Co więcej, skuteczność takich urządzeń jest w porównaniu z wszystkimi innych technikami, lekami czy operacjami chirurgicznymi zdumiewająca.

JMF: To znaczy, że laserem można ludzi odmładzać?

MDM: W dużym stopniu, wiązka światła laserowego powoduje bowiem wytwarzanie się kolagenu, a więc tego wypełniacza skóry, czyniąc ją bardziej jędrną, bardziej elastyczną.

JMF: Na zawsze?

MDM: No, nie, tak dobrze jeszcze nie ma, jednakże w zależności od rodzaju lasera pobudzenie wydzielania się kolagenu trwa od roku do pięciu, sześciu lat. Szczytem techniki są urządzenie typu "Cool Touch" czy "Nlite", przy pomocy których zwiększa się produkcję kolagenu o prawie 90 proc., a to wystarczy niekiedy na siedem-osiem lat.

JMF: Czy zabiegi, o których pani mówi są kosztowne?

MDM: Nie tak kosztowne, jak chirurgia plastyczna, ale jednak cena uwarunkowana jest kosztem urządzeń. Jeden taki laser kosztuje z dodatkami ok. 100 tys. dol. Seria zabiegów usuwających zmarszczki kosztuje mniej niż tysiąc dolarów.

JMF: Tysiąc na samą twarz, co pięć lat, a gdzie są dłonie, stopy, łokcie, szyja?

MDM: Nie wszystko należy przeliczać na pieniądze. Zadowolona ze swojego wyglądu kobieta ma dużo lepsze samopoczucie. Zresztą nie jest tak źle; odpowiednia pielęgnacja skóry, dbałość o zdrowie, unikanie słońca i porzucenie palenia potrafią efekty takiego zabiegu utrzymać przez dłuższy czas. Ceny laserów, a więc i zabiegów spadają, za pięć, sześć lat będą to, miejmy nadzieję, grosze.

JMF: Czy współczesna dermatologia myśli także o panach? Chodzi mi konkretnie o możliwość odtworzenia utraconej, wskutek łysienia, grzywy? Co na to lasery? Nie dałoby się ożywić obumarłej cebulki?

MDM: O ile wiem, to jeszcze nie, ale w niedalekiej przyszłości może to być całkiem możliwe…

JMF: Czekam więc cierpliwie i dziękuję za rozmowę.


Jan M. Fijor
http://www.kurierplus.com/issues/2001/k358/jfijor@prodigy.net